LISTY   główna świadectwo kontakt polecamy konferencje medytacja  

uwolnić WOLNOŚĆ



 

 

 

 


 




 

 

 

 

LISTY Z PUSTELNI

CZĘŚĆ II:  Akt wiary


Wiara jest jedynym i najodpowiedniejszym środkiem zjednoczenia duszy z Bogiem
(św. Jan od Krzyża)
  

 

    

LIST 8.                                                                             

Akt wiary - Kobieta chora na krwotok

 

Modlitwa wewnętrzna ma swoje źródło w osobie Jezusa Chrystusa. Opisana jest w wielu miejscach Biblii; znajdziesz je, jeśli tylko czytasz uważnie.

Wśród nich jest jeden, szczególnie piękny - w Ewangelii św. Marka:

  Pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustal jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła. Idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości.

                                                           (Mk 5, 25-34)

Zapytasz: Gdzie tu jest mowa o modlitwie?                                                            Nie czytaj ciałem, lecz duchem - użyj wzroku wiary - a dostrzeżesz ją w każdym zdaniu.

Kim jest ta anonimowa kobieta cierpiąca na upływ krwi? To ty, ja I każda dusza, która umiera, gdy jest oddalona od Jezusa[1].  Próżno jej wówczas szukać ratunku u różnych lekarzy - w zajęciach, podróżach, dobrach materialnych, u męża/żony, dzieci, kochanki, w pracy, rozrywce, zmysłowości, przyjemności, czy w czymkolwiek innym. Po wielu latach stwierdza, że ma się jeszcze gorzej. I wówczas

Właśnie wtedy może rozpocząć się modlitwa wewnętrzna - prawdziwa wędrówka do pełnego zjednoczenia z Jezusem. Punktem jej wyjścia jest pierwsze NIC - refleksja i skupienie. Czyniąc to, dusza obiera właściwy kierunek - przestaje rozpraszać się na zewnątrz i wchodzi do wnętrza. Tak, jak i tamta kobieta

Słyszała ona o Jezusie - od kogo? Nie wiemy. Być może od jakiejś znajomej czy krewnej, która widziała Jego cuda, spotkała Go. Rozmawiała z Nim... A może sama została uzdrowiona? Wszystko opowiedziała swojej przyjaciółce, ta zaś z uwagą jej słuchała Lecz cóż to oznacza dzisiaj dla nas, jak nie owo drugie NIC, w którym dusza czyta/słucha o Jezusie? Tu dowiaduje się o Nim, chłonie Go i poznaje, choć jeszcze z czyjejś relacji.

A potem? Będąc już sama w domu, zamknęła oczy - czyli bramy swoich zmysłów zewnętrznych i zaczęła się zastanawiać Wyobraziła sobie Jezusa, Jego uczniów, tłum chorych, którzy odzyskują zdrowie. I cały plener rozgrywających się wydarzeń nad brzegami jeziora Galilejskiego. W jej głowie panowała coraz większa burza myśli. A wśród nich kiełkowała ta jedna, z początku niewinna, potem coraz bardziej natarczywa, zdałoby się nierealna, wręcz absurdalna:

A może bym tak i ja?. Może Jezus czeka na mnie? Tam?

Chwile, które potem nastąpiły okazały się decydujące w życiu kobiety. Może długo jeszcze rozważała argumenty za i przeciw, wahała się... Może wmawiała sobie, że to wszystko jakieś mrzonki. Jednak trzecie NIC, kropla po kropli, ogałacało ją z wszelkich wymówek. Aż w końcu poddała się. Podjęła decyzję. I poszła.

Gdy tylko dusza wyjdzie z mieszkania własnej woli i podniesie się z łoża swych upodobań, wnet napotka Syna Bożego, jej Oblubieńca.

    (św. Jan od Krzyża, Pieśń Duchowa, III, 3)

Gdy była już blisko, zobaczyła najpierw tłum - wielu cisnących się do Jezusa, otaczających Go z każdej strony, zasłaniających Jego oblicze.

Widzisz? I po co ci to było? Mogłaś zostać w domu! Niemożliwe!.

Tak też jest w modlitwie wewnętrznej: kiedy na horyzoncie jawi ci się cel, natychmiast tracisz go z oczu. Otoczony jest bowiem tłumem rozproszeń, które zniechęcają i wybijają z raz podjętej decyzji; wmawiają, że to nie dla ciebie! Pragną, byś się uspokoił i wracał tam, skąd przyszedłeś. Kobieta-dusza-oblubienica jest jednak wytrwała. Nie poddaje się

Przecież musi być jakiś sposób! Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła

Powoli, z mozołem przeciska się ku Niemu. Odpychana, wielokrotnie, nie zraża się. Patrzy na Jezusa - to utrzymuje ją na właściwej drodze. Nie spuszcza z Niego wzroku, realizując w ten sposób czwarte NIC... Aż jest już bardzo blisko Już tylko o kilka kroków Już na wyciągnięcie ręki I wówczas dotyka Jego płaszcza.

Skutek jest natychmiastowy! I Jezus czuje i kobieta czuje! On - że coś wyszło od Niego; ona - że została uzdrowiona.

Kto się dotknął mojego płaszcza? - pyta, szukając tej jednej, szalonej

Choć wszyscy nacierają na Niego, On wie, że ktoś się Go dotknął inaczej - tzn. z WIARĄ. Zaraz to potwierdzi, gdy powie: 

Córko, twoja wiara cię ocaliła. 

Sam wskaże, czym było to, co Go zmusiło, by się jej dał.

 

***

To jest modlitwa wewnętrzna.

Dotknięcie Boga przez akt wiary, który nawiązuje kontakt między Nim a duszą.

Kiedy się modlisz, powtarzasz wszystkie etapy, która przeszła tamta kobieta, dochodząc do piątego, decydującego NIC, w którym dajesz się Bogu, a On tobie.

Dlatego akt wiary nie może trwać krótko.

Stąd te pół godziny, a może i dłużej?

Inaczej nie dojdziesz - zatrzymasz się w pół drogi i wrócisz do domu, nie wiedząc nawet, co straciłeś.

A teraz chodźmy już razem do Jezusa!

 

                                                                                                      ks. Andrzej Muszala

   

                                                                                                                      

 

[1] Według starodawnej myśli żydowskiej, życie ciała było we krwi (por. Kpł 17, 10-14). Wielu uważało wręcz - w czasach biblijnych - że krew była siedliskiem duszy; pogląd ten utrzymał się w pewnych kręgach nawet do dnia dzisiejszego. W takim znaczeniu krwotok oznaczał bardziej niebezpieczeństwo śmierci duchowej niż cielesnej.

                                                                   

 

www.pustelnia.pl

macheront

nebo

hermon

pustelnia

historia

galeria

niepojęta TRÓJCO