| główna | świadectwo | kontakt | polecamy | konferencje | medytacja |
uwolnić WOLNOŚĆ |
|||
|
|
LISTY Z PUSTELNI CZĘŚĆ
II: Akt
wiary
LIST 8. Akt
wiary - Kobieta chora na krwotok
Modlitwa
wewnętrzna ma swoje źródło w osobie Jezusa Chrystusa. Wśród
nich jest jeden, szczególnie piękny - w Ewangelii św. Marka: (Mk 5, 25-34) Zapytasz:
Gdzie tu jest mowa o modlitwie? Kim
jest ta anonimowa kobieta cierpiąca na upływ krwi? To ty, ja I
każda dusza, która umiera, gdy jest oddalona od Jezusa[1]. Próżno
jej wówczas szukać ratunku u różnych lekarzy - w zajęciach,
podróżach, dobrach materialnych, u męża/żony, dzieci,
kochanki, w pracy, rozrywce, zmysłowości, przyjemności, czy w
czymkolwiek innym. Po wielu latach stwierdza, że ma się jeszcze
gorzej. I wówczas Właśnie
wtedy może rozpocząć się modlitwa wewnętrzna -
prawdziwa wędrówka do pełnego zjednoczenia z Jezusem. Punktem jej
wyjścia jest pierwsze NIC - refleksja i skupienie. Czyniąc
to, dusza obiera właściwy kierunek - przestaje rozpraszać się
na zewnątrz i wchodzi do wnętrza. Tak, jak i tamta kobieta Słyszała
ona o Jezusie - od kogo? Nie wiemy. Być może od jakiejś
znajomej czy krewnej, która widziała Jego cuda, spotkała Go.
Rozmawiała z Nim... A może sama została uzdrowiona? Wszystko
opowiedziała swojej przyjaciółce, ta zaś z uwagą jej słuchała
Lecz cóż to oznacza dzisiaj dla nas, jak nie owo drugie NIC, w
którym dusza czyta/słucha o Jezusie? Tu dowiaduje się o Nim, chłonie
Go i poznaje, choć jeszcze z czyjejś relacji. A
potem? Będąc już sama w domu, zamknęła oczy -
czyli bramy swoich zmysłów zewnętrznych i zaczęła się
zastanawiać Wyobraziła sobie Jezusa, Jego uczniów, tłum
chorych, którzy odzyskują zdrowie. I cały plener rozgrywających
się wydarzeń nad brzegami jeziora Galilejskiego. W jej głowie
panowała coraz większa burza myśli. A wśród nich kiełkowała
ta jedna, z początku niewinna, potem coraz bardziej natarczywa, zdałoby
się nierealna, wręcz absurdalna: A
może bym tak i ja?. Może Jezus czeka na mnie? Tam?
Chwile,
które potem nastąpiły okazały się decydujące w
życiu kobiety. Może długo jeszcze rozważała
argumenty za i przeciw, wahała się... Może wmawiała
sobie, że to wszystko jakieś mrzonki. Jednak trzecie
NIC, kropla po kropli, ogałacało ją z wszelkich wymówek.
Aż w końcu poddała się. Podjęła decyzję.
I poszła. Gdy
tylko dusza wyjdzie z mieszkania własnej woli i podniesie się z
łoża swych upodobań, wnet napotka Syna Bożego, jej
Oblubieńca.
(św.
Jan od Krzyża, Pieśń Duchowa, III, 3) Gdy
była już blisko, zobaczyła najpierw tłum - wielu cisnących
się do Jezusa, otaczających Go z każdej strony, zasłaniających
Jego oblicze. Widzisz?
I po co ci to było? Mogłaś zostać w domu! Niemożliwe!.
Tak
też jest w modlitwie wewnętrznej: kiedy na horyzoncie jawi ci się
cel, natychmiast tracisz go z oczu. Otoczony jest bowiem tłumem
rozproszeń, które zniechęcają i wybijają z raz podjętej
decyzji; wmawiają, że to nie dla ciebie! Pragną, byś
się uspokoił i wracał tam, skąd przyszedłeś.
Kobieta-dusza-oblubienica jest jednak wytrwała. Nie poddaje się
Przecież
musi być jakiś sposób! Żebym się choć Jego płaszcza
dotknęła Powoli,
z mozołem przeciska się ku Niemu. Odpychana, wielokrotnie, nie zraża
się. Patrzy na Jezusa - to utrzymuje ją na właściwej
drodze. Nie spuszcza z Niego wzroku, realizując w ten sposób czwarte
NIC... Aż jest już bardzo blisko Już tylko o kilka
kroków Już na wyciągnięcie ręki I wówczas
dotyka Jego płaszcza. Skutek
jest natychmiastowy! I Jezus czuje i kobieta czuje! On - że coś
wyszło od Niego; ona - że została uzdrowiona. Kto
się dotknął mojego płaszcza? - pyta, szukając
tej jednej, szalonej Choć wszyscy nacierają na Niego, On wie, że ktoś się Go dotknął inaczej - tzn. z WIARĄ. Zaraz to potwierdzi, gdy powie: Córko, twoja wiara cię ocaliła. Sam
wskaże, czym było to, co Go zmusiło, by się jej dał. *** Dotknięcie
Boga przez akt wiary, który nawiązuje kontakt między Nim a duszą. Kiedy
się modlisz, powtarzasz wszystkie etapy, która przeszła tamta
kobieta, dochodząc do piątego, decydującego NIC, w którym
dajesz się Bogu, a On tobie. Dlatego
akt wiary nie może trwać krótko. Stąd
te pół godziny, a może i dłużej? Inaczej nie dojdziesz - zatrzymasz się w pół drogi i wrócisz do domu, nie wiedząc nawet, co straciłeś. A
teraz chodźmy już razem do Jezusa!
ks.
Andrzej Muszala
[1]
Według
starodawnej myśli żydowskiej, życie ciała było
we krwi (por. Kpł 17, 10-14). Wielu uważało wręcz
- w czasach biblijnych - że krew była siedliskiem duszy; pogląd
ten utrzymał się w pewnych kręgach nawet do dnia
dzisiejszego. W takim znaczeniu krwotok oznaczał bardziej
niebezpieczeństwo śmierci duchowej niż cielesnej.
|
|
||||||
| www.pustelnia.pl |
|
niepojęta TRÓJCO |
|||||||