KONFERENCJE   główna świadectwo

kontakt

polecamy

konferencje medytacja  

uwolnić WOLNOŚĆ



 

 

 

 


 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kult Maryi

Wilfrid Stinissen OCD

Maryja — czytamy w Lumen gentium — dzięki łasce Bożej wywyższona po Synu ponad wszystkich aniołów i ludzi, jako Najświętsza Matka Boża, która uczestniczyła w tajemnicach Chrystusa, słusznie doznaje od Kościoła czci szczególnej” (KK 66). Równocześnie Sobór wskazuje, że kult maryjny „jest zgoła wyjątkowy”, choć „różni się przecież w sposób istotny od kultu uwielbienia, który oddawany jest Słowu wcielonemu na równi z Ojcem i Duchem Świętym” (jw.). Poza tym zachęca się teologów i kaznodziejów, aby „wystrzegali się pilnie wszelkiej fałszywej przesady” (KK 67).

Nie można zaprzeczyć, że istniały przejaskrawienia w eksponowaniu godności Maryi. Czasem myślenie skupione wokół Maryi jako nowej Ewy dawało okazję do maksymalizowania relacji mężczyzna–kobieta do tego stopnia, że pomijano odległość dzielącą Stwórcę od stworzenia. Zdarzało się, że przypisywano quasi–Boską wszechmoc, opartą na wierze, że Jezus był poddany Maryi nie tylko na ziemi, ale też w niebie. Zapominano przy tym, że tam Jej zadaniem nie jest rozkazywać Synowi, ale wstawiać się u Niego za nami. Niektórzy mówią o „wszechmocy miłosierdzia”, w przeciwieństwie do „wszechmocy sprawiedliwości i gniewu”, która przysługuje Synowi. Jedni traktują Maryję jako niebiańską istotę, która stała się człowiekiem, aby móc dać ciało Synowi Bożemu. Drudzy twierdzą, że razem z Bogiem współtworzyła świat albo uważają Ją za dopełnienie Trójcy Świętej. Św. Bernardyn Sieneński (1380–1444) nie waha się podkreślać, że Maryja pod niektórymi względami przewyższa Boga!

Niepowtarzalne miejsce Maryi

Irytacja wobec tego rodzaju ekstrawagancji łatwo mogłaby doprowadzić nas do kolejnej skrajności i wręcz skłonić do wyeliminowania Maryi z teologii i życia chrześcijańskiego. Wyrządzilibyśmy przez to wielką niesprawiedliwość Jej samej, a przede wszystkim sobie, ponieważ Maryja zajmuje niepowtarzalne miejsce w historii zbawienia i w Kościele. Jeśli negujemy tę prawdę, tracimy coś bardzo istotnego. Papież Paweł VI pisze w Marialis cultus: „Kościół katolicki, opierając się na znajomości rzeczy potwierdzonej głosem wieków, uznaje w kulcie maryjnym skuteczną pomoc ofiarowaną człowiekowi, który zmierza do osiągnięcia pełni swojego życia (...). Ludziom dzisiejszym, którzy nierzadko męczą się pomiędzy trwogą i nadzieją; którzy zniechęcają się wskutek świadomości swej małości i których opanowują niekończące się pragnienia, którzy przeżywają zamęt ducha, rozdarcie serca i niepewność umysłu wskutek zagadki śmierci; którzy udręczeni samotnością, gorąco pragną wspólnoty z innymi, których całkowicie ogarnia niechęć i wstręt: tym ludziom, powiadamy, Najświętsza Maryja Panna, czy się Ją rozważa w kolejach Jej ziemskiego życia czy też w niebiańskiej szczęśliwości, której już zażywa w państwie Bożym, ofiarowuje pogodną wizję i ma słowo zdatne do umocnienia serc: przyrzeka mianowicie, iż nadzieja odniesie zwycięstwo nad trwogą, wspólnota — nad samotnością, pokój — nad zamętem, radość i piękno — nad zniechęceniem i odrazą, oczekiwanie rzeczy wiecznych — nad doczesnymi pożądaniami, życie — nad śmiercią” 

Niebezpieczeństwo oddawania czci Maryi nie polega na tym, że można Ją za bardzo pokochać. Na płaszczyźnie wiary nigdy nie jest za dużo, zawsze jesteśmy dłużnikami (por. Rz 13,8). „Nie lękaj się nadmiernej miłości Matki Najświętszej — pisze św. Teresa od Dzieciątka Jezus do swojej kuzynki Marie Guérin — nigdy nie będziesz kochała Jej dostatecznie, a Jezus będzie bardzo zadowolony, gdyż Najświętsza Maryja Panna jest Jego Matką” . Dopóki pozwalamy Maryi być tą, którą jest — drogą do Jezusa — nie ryzykujemy, że zajmie zbyt wiele miejsca w naszym życiu. Przez całą wieczność Maryja jest służebnicą Pana i zbawienia. Problem może się pojawić dopiero wówczas, kiedy przetnie się więzy łączące Ją z Jezusem i Kościołem i w ten sposób uzna się Ją za tę, którą nie jest. W Bożym świecie nikt nie żyje wyłącznie dla siebie, ale wszyscy żyjemy dla siebie nawzajem: Maryja dla Jezusa, Jezus dla Ojca, a Ojciec dla Syna i Duch dla Ojca i Syna.

Kult Maryi oznacza coś więcej niż tylko kultywowanie Jej świąt. Polega przede wszystkim na pozostawianiu Jej godnego miejsca w naszym życiu — dawaniu okazji, aby była tą, którą jest z zamiaru Boga. Obchodzenie świąt ma sens tylko wówczas, gdy wyraża wewnętrzną postawę maryjną i jest środkiem do jej pogłębienia. Można ją opisać w różnoraki sposób. Czerpiąc inspirację z doksologii, kończącej modlitwę eucharystyczną, można powiedzieć, że Maryja staje się prawdziwie obecna w życiu chrześcijanina, kiedy żyje on „przez Nią, z Nią i w Niej”.

Przez Maryję                                                                                      «  

Matka Boża została „wywyższona przez Pana jako Królowa wszystkiego” (KK 59). Żyć przez Maryję to uznawać Ją za królową swojego życia. „Obrałam Ją sobie na królową i strażniczkę mojego nieba” — pisała bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej (1880–1906). Zamiast na własną rękę podejmować decyzje o tym, co robić, lepiej prawo decydowania składać w ręce Maryi. Ona o wiele lepiej od nas potrafi odróżniać, co nam sprzyja, a co szkodzi. Matka Boża jest żywą mądrością Boga, ponieważ w całej pełni pozostawała i nadal pozostaje do Jego dyspozycji. Jeżeli Ona jest Pośredniczką łask, to nic nie jest ani przesadne, ani rozmydlone. Ma Ona wielki dar czynienia ludzkim i dostosowywania do naszych możliwości tego, co Boskie.

„Być narzędziem w Jej rękach i czynić tylko to, czego Ona pragnie”, pisał św. Maksymilian Kolbe  „Trzeba pozwolić, by Ona nas wychowywała tak, jak wychowywała Pana Jezusa. (...) Niepokalana sama prowadzi moje pióro i mojego ducha tak, bym nie tracił czasu, atramentu czy papieru na niepotrzebne rzeczy i abym nie zaniedbał niczego, czego ode mnie oczekuje”.  W praktyce oznacza to, że w ciągu dnia czasami mówimy „stop” i dajemy sobie czas na konsultację z Matką dobrej rady. Dla Teresy z Lisieux było naturalne, że przed przystąpieniem do pisania historii swego życia zwróciła się do Maryi: „Zanim wzięłam pióro do ręki, uklękłam przed figurą Maryi (...) i błagałam ją, aby tak pokierowała moją ręką, aby każda linijka była jej miła”.

Te drobne „konsultacje” zakładają i tworzą postawę wewnętrznego pokoju i wyciszenia. Stres jest bezbłędnym miernikiem, że idziemy swoimi drogami i sami decydujemy o własnym życiu. „Oddajmy się Jej prowadzeniu — pisze św. Maksymilian Kolbe — bądźmy spokojni, spokojni i nie próbujmy robić więcej czy szybciej niż tak, jak Ona chce. Pozwólmy, aby Ona nas niosła, Ona pomyśli o wszystkim, zadba o wszystkie nasze potrzeby duszy i ciała; powierzmy Jej każdą trudność, każdy ból i zdajmy się na to, że Ona lepiej dba o nas niż my sami o siebie. A więc pokój, pokój, wiele pokoju dzięki bezgranicznej ufności do Niej”.

Temu, kto twierdzi, że życie w nieustannym pokoju jest niemożliwe i że nie sposób uniknąć częstych błędów, razem z Teresą z Lisieux pragnę odpowiedzieć, że to wcale nie musi być problemem. To, co zostało niewłaściwie powiedziane albo zrobione i czego nie można naprawić, warto powierzyć Maryi. Można mieć pewność, że Ona zna sztukę niebiańskiej alchemii i zdoła przemienić żelazo w złoto. „Najświętsza Panna zaś okazuje mi, że się nie gniewa — pisze Teresa — chroni mnie zawsze, jak tylko Ją wezwę”.

Naiwnością byłoby sądzić, że Maryja dokładnie wskaże, co mamy robić, ilekroć się do Niej zwrócimy. Pośredniczy w łasce Bożej, która zwykle działa na nas od wewnątrz, poprzez władze naszej duszy. Wpływa na nasz rozum i wolę tak, aby coraz bardziej były nastawione na Boże częstotliwości i obierały kierunek miłości. Jako służebnica Pańska Maryja lubi przygotowania i tak jak w Kanie Galilejskiej wzywa do posłuszeństwa. Jej rola polega przede wszystkim na stwarzaniu w nas coraz większej zdolności przyjmowania. Ona wie, że Bóg pragnie dać nam tyle, ile możemy i chcemy przyjąć. Czyni, co w Jej mocy, aby usunąć wszelkie przeszkody i sprawić byśmy stali się w pełni otwarci. Wszędzie tam, gdzie znajduje początkowe „tak”, dopuszcza cząstkę swojego absolutnego fiat.

Zgodnie z terminologią ignacjańską można by mówić, że głównym zadaniem Maryi jest stwarzać indyferencję, która jest czymś innym niż obojętność. Można by ją określić raczej jako swego rodzaju trwanie w punkcie zerowym, co oznacza, że nie pociąga nas już wiele rzeczy. Nie mamy żadnych upodobań czy, mówiąc dokładniej, nie żyjemy już według własnych upodobań. Ten, kto jest indyferentny, nie daje się już manipulować przez „to lubię, a tego nie lubię”. Jest to dla niego zupełnie nieistotne. Mamy poczucie wielkiej elastyczności i wewnętrznej wolności. Przez to, że nic nie jest z góry ustalone, zdecydowane, żyjemy w szerokości i długości, głębokości i wysokości (por. Ef 3,18). Każde upodobanie zawęża pole widzenia i powoduje ograniczenie. Rezygnując z preferowania jednego na rzecz drugiego, poszerzamy horyzont, aż osiągnie nieskończoność. Indyferencja ma cechy wspólne z ubóstwem. Nic nie posiadamy, niczego nie chcemy i dlatego nie musimy niczego chronić ani niczego się bać. Ubogi jest wolny na sposób boski. Żyje w punkcie zerowym, a „kiedy zaczynamy od zera, to wszystko jest plusem” (Ylva Eggehorn).

Popieranie takiej postawy w nas jest jednym z uprzywilejowanych zadań Maryi. Ona sama bezustannie tak żyje. Zawsze dawała Duchowi pełną wolność do tego, aby wiał, kędy chce (por. J 3,8). Duch nigdy nie napotkał w Niej na żadną przeszkodę. Matka Boża jest jak pusty dom z otwartymi oknami i drzwiami. Nigdy dokładnie nie wie, co Ją czeka, i nie musi tego wiedzieć. Z góry przystaje na wszystko. Wolą Jej jest, aby stała się Jego wola „jako w niebie, tak i na ziemi”.

Kiedy jest w nas fundamentalna postawa na „tak”, żyjemy w Bożej woli, co nie wyklucza, że nadal popełniamy wiele błędów. Nazywamy je błędami z ludzkiego punktu widzenia. Jednak i z nich Bóg, który od wieków liczył się z nimi w swoich planach, potrafi wyprowadzić dobro (por. Rz 2,28).

Z Maryją                                                      

Maryja jest nie tylko Matką, która wychowuje i daje dobre rady. Możemy też Ją traktować jako naszą starszą siostrę, która pokazuje swoim życiem, jak chrześcijanin powinien żyć. W Karmelu od samego początku rozpoznawaliśmy Ją jako siostrę wcielającą ideał Słowa i tym samym stymulującą do naśladowania poprzez swoje bycie. Maryja jest najdoskonalszym wzorem dla każdego chrześcijanina. Św. Teresa z Lisieux skarżyła się kilka dni przed śmiercią:

Najświętszą Dziewicę ukazuje się jako kogoś niedoścignionego, a powinno się raczej pokazywać, jak Ją naśladować, jak Ona w skrytości pielęgnowała cnoty; powinno się wskazywać, że żyła z wiary dokładnie tak jak my, i potwierdzać to tekstami zaczerpniętymi z Ewangelii.

Kiedy św. Paweł pisze, że mamy być naśladowcami Boga (por. Ef 5,1), może się to wydawać zupełnie nieosiągalne i tym samym niezobowiązujące. Z drugiej strony naśladowanie świętych nie jest pozbawione ryzyka: wszyscy popełniają błędy, a „diabeł chce ci pokazać ich niedoskonałości” (Jan od Krzyża). Natomiast ten, kto chce naśladować Maryję, nic nie ryzykuje. Ona od początku była bez grzechu, a równocześnie była człowiekiem, tak jak my. Chrystus jest „Słońcem sprawiedliwości” (Ml 3,20), a Maryja „Zwierciadłem sprawiedliwości” (Litania loretańska). Maria Petyt (1623–1677), karmelitańska mistyczka, wyjaśnia, jak mądre jest niewpatrywanie się bezpośrednio w słońce, ale spojrzenie, jak odbija się w zwierciadle, którym jest Maryja. „Zwierciadło to moduluje ostrość promieni i tak je odbija, że są dostosowane do możliwości naszych zmysłów. W ten sposób widzimy słońce jasno i wyraźnie, tak jakby nie było nic pośredniego między nim a okiem. Zatrzymujemy się bowiem nie na lustrze, ale na słońcu, które w nim się odbija, tak że oko nie może odróżnić słońca od zwierciadła”.

Żyć z Maryją to próbować postępować tak, jak Ona postąpiłaby, gdyby była w naszej sytuacji. Obieramy sobie Maryję za wzór i normę i zadajemy sobie trud, by postępować tak, aby nie było żadnego rozdźwięku między Nią a nami. Maryja jako pierwsza konsekwentnie żyła duchem błogosławieństw. Nasza starsza Siostra utorowała nam drogę i pokazała, jaki styl życia trzeba wybierać, jeśli należy się do rodziny chrześcijańskiej. Św. Maksymilian Kolbe pisał: „Nigdy nie mówmy, że nie możemy, ponieważ Niepokalana jest właśnie po to, aby każdy z nas mógł”.

Jeżeli czujemy się powołani do życia modlitwy, możemy oszczędzić sobie wiele czasu, ucząc się modlitwy od Maryi. Nieliczne zachowane słowa Jej modlitwy stanowią jej pełnię. „Niech mi się stanie według słowa twego”, odpowiada Maryja przy zwiastowaniu i pokazuje tym samym, że pozostaje całkowicie do Bożej dyspozycji. Sensem każdej formy modlitwy, medytacji czy kontemplacji jest wzrastanie w otwartości, pozwalanie, aby nasze ciało i dusza były jak ciało i dusza Maryi: otwartym naczyniem zawierającym życie Boże albo, ujmując to w sposób negatywny: wyrastanie z siebie, z wszelkiego zajmowania się sobą i samowoli. Ten, kto uczęszcza do szkoły modlitwy Maryi, nie szuka duchowych przeżyć, nie chce za pomocą modlitwy realizować siebie. Jedyne, czego pragnie, to być uwolnionym od siebie, aby stworzyć przestrzeń dla Boga. Kiedy wybieramy Maryję na nauczycielkę sztuki modlitwy, otwierają się nam oczy na wszystko, co przeszkadza wolności Boga i krępuje Jego ręce. Łatwiej odkrywamy, że nadal służymy sobie samym, zamiast być sługami Pańskimi. Modlić się to zawsze znaczy — świadomie lub podświadomie — być jak Maryja; tak, być Maryją.

Św. Łukasz zachował dla nas Jej Magnificat: „Wielbi dusza moja Pana”. Im bardziej wzrastamy w Jej: „Niech mi się stanie według słowa twego”, tym bardziej doświadczamy, że te pierwsze słowa modlitwy przeobrażają się w modlitwę dziękczynienia. Kiedy bowiem człowiek zatraca się w Bogu i bez zastrzeżeń powierza się Jego służbie, przychodzi moment, kiedy On, tak jak w Maryi, w nim objawia swojego Syna (por. Ga 1,16). Wówczas Jej fiat przemienia się w magnificat. Czy można czynić coś innego niż chwalić Boga, kiedy odkrywa się, że jest się żywym cyborium, miejscem, w którym On mieszka?

Trzecią modlitwę Maryi słyszymy w Kanie Galilejskiej, kiedy wskazuje Jezusowi, że „wina nie mają”. Już wcześniej wspomnieliśmy o tym, że Maryja uczy nas przez to czegoś istotnego o modlitwie wstawienniczej i konkretnie pokazuje, jak mamy się modlić za siebie i innych.

Te trzy fragmenty modlitwy obejmują wszystkie sytuacje życiowe. Na nich opiera się cała sztuka modlitwy.

Można też żyć z Maryją, czytając Biblię. Może nauczyć nas czytać ją tak, jak uczyła Jezusa. Maryja bardzo dobrze znała i zna Pismo Święte, szczególnie Ewangelie, które są Jej własną historią. Może w nas zaszczepić swój osobisty szacunek dla Słowa, który sprawiał, że pozwalała Słowu pozostawać w Jego pełnej mocy, nie wymagając zawsze zrozumienia (por. Łk 2,50). Czytać Ewangelie z Maryją oznacza widzieć ucieleśnione w Niej słowa Chrystusa. Kiedy czytamy, że Jezus powiedział uczonym w Piśmie: „Pierwsze przykazanie jest: Słuchaj Izraelu, pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, i całym swoim umysłem i całą swoją mocą” (Mk 12,29–30), to, patrząc na Maryję, możemy te słowa zamienić na konkretną postawę. Ona jest jedyną, która konsekwentnie wypełniła pierwsze przykazanie i zachowała wszystkie swe siły dla Boga. Kiedy Jezus mówi o oku jako świetle dla ciała i wskazuje, że ciało będzie w świetle, kiedy oko będzie zdrowe (por. Mt 6,22), to Maryja swoim życiem potwierdza prawdziwość tych słów. Jej oko jest zupełnie zdrowe, tzn. nieustannie zwrócone na Boga i Jego wolę, i dlatego cała Jej osobowość jest przeniknięta światłem. Na każdej stronie Ewangelii powinniśmy umieszczać obraz Maryi i pragnąć, aby słowo Jezusa stawało się ciałem i krwią.

Maryja może też być z nami podczas sprawowania Eucharystii. Ciało Jezusa, które przyjmujemy, jest „zrodzone z Maryi Dziewicy”. Poczęła Je za sprawą Ducha Świętego, nosiła Je i karmiła własnym ciałem. Eucharystyczne Ciało Jezusa nie przekreśla swego początku. Jedność, która istniała między Jej i Jego ciałem, nigdy nie może zostać zniweczona. Każda komunia jest również przypomnieniem „tak” Maryi, które sprawiło, że Słowo stało się ciałem. Nikt lepiej od Niej nie potrafi przygotować nas na przyjęcie Jej Syna. Św. Teresa z Lisieux opisuje, jak prosiła Maryję, by przygotowała jej drogę:

Wyobrażam sobie moją duszę jako wolną przestrzeń i proszę Najświętszą Pannę, by usunęła zawadzające w niej gruzy. Po czym błagam ją, by sama ustawiła tam duży namiot, godny Nieba, i by przybrała go według własnego upodobania.

W Maryi                                                         

Nie ma życia bez matki. Żyć w Maryi to wiedzieć, że ma się Matkę i jest się ogarniętym Jej miłością. Ona jest bramą nieba, przez którą czułość Boga spływa na świat. Św. Maksymilian Kolbe nazywa Niepokalaną wcieleniem Bożego miłosierdzia. Maryja jest tak delikatna i przezroczysta, że pozwala Boskości, by Ją prześwietlała, nie zaciemniając czy nie umniejszając Jej w najmniejszym stopniu. Bóg bez najmniejszego ryzyka może posługiwać się Nią w tym celu, aby swą macierzyńską miłość czynić uchwytną i rzeczywistą. Szczególnym charyzmatem Maryi jest zamiana abstrakcji w konkret. Adrienne von Speyr pisze:

Gdziekolwiek Matka pojawia się w chrześcijaństwie, odpada to, co czysto pojęciowe i trzymające na dystans, topnieją wszelkie osłony i każda dusza czuje na sobie dotyk nieba. Maryja, najczystsza istota, przepełniona wdzięcznością, nie przekazuje nam nigdy prawdy niebieskiej bez pośrednictwa zmysłów. W tym, co nam objawia o Synu, żyje nadal to, co widziała, słyszała i czuła, wszystkie miłe poruszenia Dziecięcia w Jej łonie i na Jej piersi, cała dotykalność ziemskiego żywota Syna. Jest Kobietą i ujmuje wszystkie sprawy po kobiecemu. Nie znaczy to jednak, by to, co wzniosłe, ściągała w niższe sfery; jest natomiast obdarzona łaską sprawiania, że to, co odległe, staje się dla nas zrozumiałe w bezpośredniej zmysłowej bliskości.

Kiedy czytamy hagiografie, zauważamy, że święci poszukiwali w Maryi właśnie konkretów. Dzięki Niej miłość Boża staje się dla nich uzupełnieniem rzeczywistości. Bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej pisze: „Istnieje macierzyńskie serce, a mianowicie Serce Maryi, i możesz się w nim skryć”. Kiedy św. Teresa z Lisieux mówi o łasce, którą otrzymała w grocie Magdaleny (w ogrodzie klasztornym) i która sprawiła, że cały tydzień podczas pracy w refektarzu „robiłam wszystko, jakbym tego nie robiła, tak jakby mi wypożyczono ciało”, swoje doświadczenie streszcza w prostych słowach: „Byłam całkowicie ukryta pod welonem Najświętszej Panny”. Gdy w czasie swojej choroby doznawała tak wielkich boleści, że była na granicy rozpaczy, modliła się do Maryi, aby wzięła jej głowę w swoje dłonie. Ten obraz pomagał jej wytrzymać jeszcze trochę.

Maryja jest naszą matką ukazującą nam macierzyńską miłość Boga, dlatego jest naturalne, że gdy tęsknimy, wzywamy Ją, by doświadczyć Jej macierzyńskiej miłości. Pobudzani trafnym instynktem duchowym, chrześcijanie zwracali się w swoich potrzebach do Maryi. Wzywano Ją jako Pocieszycielkę strapionych, Uzdrowienie chorych, Ucieczkę grzeszników. Kiedy czytamy uwagi na temat wizji Adrienne von Speyr (przez wiele lat żyła w wielkiej zażyłości z Maryją i wieloma świętymi), widzimy, że święci nawet w niebie prowadzą swoje małe dysputy. Niektórzy z nich, na przykład Ignacy Loyola, uciekają się do mocnych środków, aby nas, letnich i niemrawych chrześcijan obudzić. Maryja występuje zawsze jako Advocata nostra (Orędowniczka nasza). Zawsze jest matką, rozumie nas, broni, wycisza bardziej zniecierpliwionych i energicznych świętych. Ci, którzy są tym zaskoczeni, powinni zauważyć, że przecież różni święci w wieloraki sposób rozważali subtelności Bożej miłości, podobnie jak czterej ewangeliści, którzy choć byli pod natchnieniem Ducha, zostawili nam różne relacje o osobowości i czynach Jezusa. Maryja najgłębiej spośród wszystkich świętych wniknęła w głębię istoty Boga, ukazuje nam Go tam, gdzie jest On najbardziej Bogiem, a mianowicie w Jego miłosierdziu.

Mała Teresa miała dobre wyczucie ważnej roli, która przypadła Maryi, a była przy tym świadoma, że to Bóg ma zawsze ostatnie słowo. Trzy miesiące przed śmiercią powiedziała do Matki Agnieszki:

Chciałabym jednak mieć piękną śmierć, aby wam to sprawiło radość. Prosiłam o to Najświętszą Pannę. Nie prosiłam o to Pana Boga, bo chcę Mu pozostawić decyzję postąpienia, jak chce. Prosić o coś Najświętszą Pannę — to inna sprawa. Ona wie dobrze, co ma robić z moimi małymi pragnieniami, czy ma o nich mówić Panu Bogu, czy też nie... to do Niej należy, by nie zmuszać Pana Boga do wysłuchania mnie, by pozwolić Mu we wszystkim czynić Jego wolę.

Jeśli się zdarzy, że nie otrzymamy tego, o co prosiliśmy, to nie ma powodu do niepokoju czy rozczarowania: „Kiedy się prosiło Najświętszą Pannę, a Ona nas nie wysłuchała, to znaczy, że tego nie chce. Trzeba pozwolić, aby zrealizowała swoją wolę i nie niepokoić się!”. Nie wolno liczyć na to, że można „wygrywać” Maryję przeciwko Panu Bogu. Tak samo, jak nie można wygrywać błękitnego nieba przeciw słońcu. To właśnie na błękitnym niebie słońce zyskuje swoje pełne prawa. Kiedy modlimy się o coś, co jest przeciwne woli Boga, Maryja z miłością sprawia, iż tak zmieniamy nastawienie, że zaczynamy akceptować wolę Bożą.

Żyć w Maryi to bez zastrzeżeń umieć zawierzyć siebie Jej macierzyńskiej, formującej mocy. Jej nie przystoi działać spektakularnie. Ona kocha działanie w ukryciu, wykorzystywanie ciszy i pokoju nocy. Dlatego jest ważne, abyśmy wieczorem, zanim zaśniemy, powierzali siebie i nasze życie w Jej ręce. Zapewne wielka mądrość kryje się w starym katolickim zwyczaju odmawiania różańca przed zaśnięciem. Kiedy zasypiamy, nie stawiamy żadnego oporu. Maryja ma wtedy szczególną okazję kształtować nas tak, jak kształtowała Jezusa w swoim łonie, gdy oczekiwała na Jego narodziny. Kiedy nasze mieszkanie będzie in sinu matris (w matczynym łonie) i damy Jej pełną wolność formowania nas tak, jak Ona tego pragnie, to zaczniemy powoli okazywać wiele podobieństw do Jezusa. Będziemy wówczas dziećmi tej samej matki.

 

Fragment książki Wilfrida Stinissena OCD Powiedz im o Maryi, która ukazała się nakładem wydawnictwa W drodze (Poznań 2001).

                                                             


 


www.pustelnia.pl

macheront

nebo

hermon

pustelnia

historia

galeria

niepojęta TRÓJCO