|
Uczestnictwo w Twoich
ślubach jest wielką radością dla nas. Dzisiaj
ofiarujesz całe swoje życie Jezusowi Chrystusowi, tak więc
odtąd będziesz w pełni należeć do Niego.
Teraz możesz powiedzieć za św. Bernardem z Clairvaux:
"Nihil sum, sed tuus sum" [Jestem niczym, ale jestem Twoja].
Oddajesz swoje życie Chrystusowi w określonym zakonie, w
zakonie karmelitańskim i wiesz, że jest to zakon modlitwy.
Modlitwa wewnętrzna zajmuje w nim centralne miejsce: "Sine
oratione iam nihil est Carmelus", powiedział kiedyś
Ojciec Święty do naszego Ojca Generała [Bez modlitwy
Karmel jest niczym].
Jednak Karmel jest nie tylko zakonem modlitwy. Karmel to również
specjalny sposób modlitwy, który różni się np. od
dominikańskiego. Spróbuję pokrótce powiedzieć kilka słów
o tym, co charakteryzuje modlitwę karmelitańską.
W Karmelu modlitwa wewnętrzna zorientowana jest na kontemplację.
Cecha ta jest najważniejsza, jest decydująca. W Drodze
doskonałości św. Matka Teresa od Jezusa mówi:
"Zrozumcie to dobrze, że wszystkie powinnyśmy się
o to [kontemplację] starać, bo po to tu jesteśmy".
A w Twierdzy wewnętrznej mamy bardzo znany tekst: "Wszak my
wszystkie, ile nas nosi ten święty habit Karmelu, wszystkie
jesteśmy powołane do modlitwy i kontemplacji (to jest bowiem
nasz początek, z tego rodu się wywodzimy od owych świętych
ojców naszych z Góry Karmel, którzy w tak głębokiej
samotności, z takim wzgardzeniem wszelkimi rzeczami tego świata,
szukali tego skarbu, tej drogiej perły, o której mówimy)".
Z tego wynika, że w Karmelu nie pojmuje się modlitwy
statycznie, ale dynamicznie. Modlitwa rozwija się ku coraz większej
bierności. Teresa porównuje duszę do twierdzy, zamku, który
składa się z koncentrycznie położonych mieszkań.
Postęp w modlitwie polega na wstępowaniu coraz głębiej
do twierdzy, aż dojdziemy do centrum, w którym zamieszkuje
Oblubieniec.
W Karmelu modlitwa wewnętrzna jest celem samym w sobie. Jest nie
tylko środkiem prowadzącym do doskonałości, nie
tylko "źwiczeniem" w życiu duchowym. Modlitwa jest
życiem duchowym, które coraz bardziej ma przepajać każdy
nasz dzień.
Tak więc droga doskonałości, którą Teresa opisuje
w swojej książce o tym samym tytule, to nic innego jak droga
modlitwy. To droga, którą ona sama przebyła. Jej osobiste
życie duchowe było zawsze intymnie złączone z
życiem modlitwy. Historia jej życia duchowego jest historią
życia modlitewnego. Teresa postępowała na drodze
doskonałości tak długo, dopóki była wierna
modlitwie; kiedy zaniedbywała modlitwę wewnętrzną,
zaczynała się chwiać. Droga doskonałości jest
traktatem o modlitwie.
Modlitwa wewnętrzna jest więc decydującym czynnikiem
naszego życia duchowego. To na jej podstawie można ocenić
wartość wszystkich innych ćwiczeń. Czytanie
duchowne ma karmić naszą modlitwę. Nasz apostolat ma być
owocem modlitwy: to strumień modlitwy, który wylewa się z
brzegów.
Z tego wynika, że w Karmelu akcentuje się w szczególny sposób
przygotowanie do modlitwy. Obejmuje ono całe życie. Droga na
Górę Karmel opisuje, jak mamy przygotowywać się do
modlitwy i kontemplacji. Ogólnie można powiedzieć, że
to przygotowanie jest procesem wyzwalania się: uwalniamy się
od wszelkich przeszkód, czyli własnego egozimu. Odcinamy
wszystkie nici, tak aby ptak mógł wzlecieć: "Dusza
moja jak ptak się wyrwała z sideł ptaszników, sidło
się podarło i zostaliśmy uwięzieni" (Ps
124,7). To przygotowanie możemy też scharakteryzować
jako zawieranie pokoju z samym sobą albo jako dążenie
do duchowego ogołocenia i ubóstwa: "Błogosławieni
ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo
niebieskie" (Mt 5,3).
Jan od Krzyża napisał wspaniały tekst, w którym mówi
o cechach samotnego ptaka:
1. Wzlatuje najwyżej - powinien wzbijać się ponad
sprawy doczesne i nie przywiązywać się do nich.
2. Nie znosi towarzystwa drugich - ma być wielkiem przyjacielem
samotności i ciszy.
3. Zwraca dziobek w kierunku wiatru - ma zwracać oblicze do Ducha
Świętego, czyli odpowiadać na Jego natchnienia.
4. Nie ma określonego koloru - nie ma własnej woli, ma
żyć w świętej obojętności.
5. Delikatnie śpiewa - ma śpiewać delikatnie w swoim
sposobie bycia i miłości do Oblubieńca.
W Karmelu modlitwa ma tendencje do rozszerzania się. Modlitwa
zorientowana kontemplacyjnie ma zawsze tendencje do wzlatywania ponad
i trwania przez cały dzień. Modlitwa coraz wyraźniej
staje się nieustanna.
Brat Laurence pisze, że dla niego nie istnieje żadna godna
uwagi różnica między czasem pracy a czasem modlitwy. Jednakże
byłoby wielkim błędem nie rezerwować sobie już
czasu na modlitwę wewnętrzną pod pretekstem, że
trwamy przecież nieustannie na modlitwie. Możliwość
uczynienia powszechnej reguły z tego, że pracę
przemiania się w modlitwę, istnieje tylko wówczas, kiedy w
ciągu dnia mają miejsce intensywniejsze, mocne elementy
modlitewne, podczas których oddajemy się tylko i wyłącznie
samej modlitwie.
W ten sposób powoli przemuje się Regułę Karmelu, która
zaleca, by dniem i nocą rozważać prawo Pańskie i
czuwać na modlitwie.
W Karmelu modlitwa jest bardziej sprawą serca niż umysłu.
Karmelita nie rozważa prawd wiary podczas modlitwy (coś, co
jest chyba nieobce dominikanom). W Twierdzy wewnętrznej Matka
Teresa pisze: "Jeżeli chcemy znaczny uczynić postęp
na tej drodze i dojść do tych mieszkań, do których tęsknimy,
nie o to nam chodzić powinno, byśmy dużo rozmyślały,
jeno o to, byśmy dużo miłowały". W jej
autobiografii znajdujemy znaną definicję modlitwy:
"Modlitwa bowiem wewnętrzna nie jest to, zdaniem moim, nic
innego, jeno poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie i wylana, po
wiele razy powtarzana rozmowa z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje".
Jan od Krzyża jest równie kategoryczny. Jedyne, co mamy czynić
na modlitwie, kiedy już zdobyliśmy pewne jej doświadczenie,
to praktykować miłosną uwagę (advertencia
amorosa). A więc żadnych myśli, żadnych rozważań
- jedynie miłosny odpoczynek w Bogu.
Modlitwa w Karmelu jest sprawą serca, co nie znaczy, że pielęgnuje
się w nim romantyzm i sentymentalizm. Wprost przeciwnie ! W
Karmelu nie ma zbytniej fascynacji "uczuciami" już
przez sam fakt, że modlitwa jest całkowicie skierowana na
kontemplację, która nie dokonuje się na poziomie uczuć,
lecz ducha. Noc zmysłów jest właśnie tym kryzysem
wzrostu, kiedy jest się zmuszonym opuścić poziom uczuć,
aby łatwiej odnaleźć poziom ducha. Uczucia są
normalne i dobre na początku, ale z czasem powoli znikają. Zresztą
wystarczy przyjrzeć się wielkim świętym Karmelu,
którzy nie są wcale sentymentalni, przeciwnie, ukazują
nieprzeciętną moc. Mała Teresa doprawdy nie stanowi
tutaj żadnego wyjątku!
W Karmelu kładzie się duży nacisk na wierność
przewodnictwu Ducha Świętego. Myślę, że nie
ma w Kościele takiego zakonu, w którym tak konsekwentnie i
świadomie nie dążyłoby się do kontemplacji. W
rezultacie modlitwę w Karmelu cechuje duży respekt wobec
bezwzględnego posłuszeństwa Duchowi Świętemu.
W kontemplacji inicjatywę przejmuje Duch Święty. Bóg
sam się objawia, my Go przyjmujemy.
Innymi słowy: w Karmelu nie bardzo lubimy gotowe metody. Kiedy
Matka Teresa w Księdze Fundacji chciała podać kilka rad
na temat modlitwy, rozpoczęła w taki sposób: "Nie jest
zamiarem ani myślą moją, by to, co tu powiem, tak było
dokładnie i trafinie wyrażone, iżby miało służyć
za niomylne prawidło; podobne roszczenie, w rzeczach trudnych, byłoby
niedorzeczne. Różne w tym życiu duchowym i dążeniu
do doskonałości są drogi. Może więc o której
z nich zdołam coś powiedzieć, co by trafiło do
przekonania i odpowiadało potrzebie tych, które to czytać będą.
Które by zaś, nie będąc na tej drodze, tego, co
powiem, nie zrozumiały, będzie to właśnie dowód,
że idą inną drogą".
Jan od Krzyża wspaniale pisał o wolności, jaką
spowiednik powinien zapewniać swoim penitentom. Jego zdaniem, właściwym
duchowym przewodnikiem jest zawsze Duch Święty. Ludzie jako
przewodnicy duchowi są tylko po to, by pomagać nam wsłuchiwać
się w Ducha Świętego. Najważniejszą więc
zasadą jest: Sequi flantem Spiritum Sanctum [Idź za Duchem
Świętym, który tchnie kędy chce].
Tradycja chrześcijańska przemienienie się modlącego
Chrystusa zawsze postrzegała jako obraz życia
kontemplacyjnego. Nie jest przypadkiem, że to właśnie
Mojżesz i Eliasz byli z Jezusem, kiedy On przemienił się
na górze. Mojżesz i Eliasz są wielkimi mistykami Starego
Testamentu. Obaj w ciągu swojego życia oglądali chwałę
Bożą. Eliasz, ojciec Karmelu, oglądał chwałę
Boga na górze Horeb. Znamy opis wielkie wizji z Pierwszej Księgi
Królewskiej "Pan nie był w wichurze... Pan nie był w
trzęsieniu ziemi... Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu -
szmer łagodnego powiewu" (19,11-12). To był Pan.
W przemienieniu Jezusa znajdujemy konkretny obraz modlitwy w największym
spełnieniu. W przemienieniu Jezusa widzimy, kim będziemy.
Ciekawe, że trzej synoptycy, Mateusz, Marek i Łukasz, zaraz
po opowieści o przemienieniu, opisują uzdrowienie
epileptyka, jakby chcieli pokazać konktrast między dwoma
rodzajami owładnięcia. Jezus jest owładnięty
Duchem Świętym, a Duch promieniuje poprzez Jego ciało.
Epileptyk jest owładnięty duchem nieczystym; tarza się
w ziemi i piana wydobywa się z jego ust.
Przemienienie Jezusa ukazuje nam drogę w naszym życiu
modlitwy. Mamy być prawdziwie "opętani", owładnięci
Duchem Świętym, którego otrzymaliśmy na chrzcie, ma być
tak żywy, byśmy wchodzili z jednej jasności w drugą,
a w ten sposób mogli doświadczyć przedsmaku przemienienia
Jezusa.
Jezus był doskonale przezroczysty dla Ducha Świętego. W
Jego przemienieniu ta przejrzystość stała się
widoczna dla innych. Nie mamy dążyć do zewnętrznej
przezroczystości, ale wewnętrznej, która sprawi, że
życie Ducha Świętego będzie świadomym życiem
(że nasza wiara będzie wiarą oświeconą - una
fe ilustradissima), taka wewnętrzna przejrzystość jest
celem naszego życia. Wszystko, co jest mniejsze od tego, jest
mniejsze od Bożej woli względem nas.
|