STREFA CISZY

uwolnić WOLNOŚĆ

 

              

 

 
 

 

 

 

 

 

 

REFLEKSJE PO ŚDM - NAJWAŻNIEJSZE SŁOWA PAPIEŻA

            Powitanie na Błoniach (czwartek, 28.07.2016r.)

Ważne myśli wypowiedziane przez Papieża

Papież Franciszek podczas powitania na Błoniach skupił się na czterech punktach:

Mówił o tym, że podziwia i cieszy się z entuzjazmu młodych ludzi. Podkreślał, że zasadniczo młody człowiek powinien być napełniony pasją i zaangażowaniem
w życie. Młody człowiek musi mieć wielkie pragnienia i wiarę w to, że można wiele zmienić, że każdy ma wpływ na to, jak wygląda świat.

Franciszek poruszył również temat młodych, którzy zachowują się, jakby byli przedwczesnymi „emerytami” – brak im entuzjazmu życia, są zrezygnowani, smutni i nudni, a szczęścia szukają 
u sprzedawców fałszywych iluzji.

W końcu Papież wskazał na to, że aby żyć pełnią życia, mieć siłę odnawiania się, należy zwrócić się do Jezusa, gdyż On jest źródłem naszych pragnień i pasji życia. On uczy jak dawać to, co w nas najlepsze. Pomaga wciąż na nowo podnosić się z naszych upadków i ciągle rozpoczynać wszystko od nowa. Aby zaczerpnąć od Jezusa trzeba jednak mieć odwagę zatrzymania się u Jego stóp, tak jak Maria 
z Ewangelii.

Papież zauważył, że dopiero, jak człowiek zwróci się do Jezusa, to będzie mógł kochać tak jak On, wtedy rozpocznie się przygoda burzenia murów i budowania mostów, przygoda otwartości na drugiego człowieka i pomocy tym, którzy potrzebują innych, gdyż sami z różnych przyczyn nie dają sobie rady, czy to fizycznie, materialnie, czy też duchowo – i do tego zostaliśmy przez Franciszka wezwanie.

Jakie myśli są ważne dla mnie

Spośród wypowiedzianych, podczas powitania na Błoniach, słów Franciszka najważniejsze dla mnie są te, które mówią o tym, że:

mamy dawać to, co w nas najlepsze, a nie to co nam zbywa; mamy mieć odwagę do tego, aby porzucić wygodę – te słowa są dla mnie kolejnym dzwonkiem ostrzegawczym przypominającym mi, że często w moim życiu wiary i miłości jest obecna postawa, która mówi – dawaj, ale bez przesady, zadbaj też o siebie, nie przesadzaj itp., wciąż nie ma bowiem we mnie takiego definitywnego oddania się- dawania, tak jak uboga wdowa, ze swego niedostatku, odrzucenia wygodnictwa
i dogadzania samej sobie, tego pójścia na 100% i w ogóle myślenia, że trzeba dać się całkowicie, 
a przecież Ewangelia mówi, że kto straci swoje życie, ten je zachowa!

 Jezus Chrystus jest tym, który obdarza prawdziwą pasją życia, przebacza
i podnosi, daje siłę
to takie oczywiste słowa, które jednak w praktyce mojego życia nie mają często przełożenia, bo bardzo często myślę, że wszystko dam radę zrobić, zmienić, naprawić sama, a przecież mam wszystko zawierzać Jemu
i bardziej opierać się na Nim, niż na samej sobie, bo sama z siebie jestem słaba
i mała, a dopiero z Bogiem mam siłę, by zmieniać siebie i rzeczywistość wokół mnie;

Z Jezusem mamy starać się słuchać tych, których nie rozumiemy, którzy pochodzą z innych kultur 
i narodów, tych których  się boimy –
to kolejna wskazówka dla mnie, bo wiem, że często mam problem, by otworzyć się na zdanie innych, że jestem przywiązana do pewnych schematów, a muszę wciąż pracować nad tym, by było we mnie więcej otwartości i zgody na ludzką różnorodność i odmienność.

Basia  J.

***

Piątek 29.07.2016 - Droga Krzyżowa na Błoniach

Ważne myśli, jakie Papież wtedy powiedział:

Papież przypomniał po raz kolejny znaną prawdę, koło której jednak przechodzimy nieraz tak, jakby była pustą teorią- że Jezus jest głęboko utożsamiony z każdym cierpiącym człowiekiem, że jest w nich i z nimi. Wspomniał szczególnie o osobach żyjących tam, gdzie toczy się wojna, o Syrii. Mówił, że Jezus jest z nimi i obejmuje ich swoją szczególną miłoscią, a my powinniśmy robić to wraz z nim: objąć ich miłością i przywitać z pomocą, braterstwem i sympatią.

Franciszek zaznacza, że jest to postawa fundamentalna, ponieważ nasza wiarygodnosć jako chrześcijan sparwdza się właśnie w tym jak potrafimy przyjmować innych, zepchniętych na margines: potrzebujących oraz grzeszników. Zaznaczył, że jeżeli chceścijanin nie przeżywa swojego życia tak, aby służyć, zapiera się swoją postawą Chrystusa, ponieważ On zawsze wzywa na drogę osobistego zaangażowania i poświęcania samych siebie.

Na zakończenie Franciszek tłumaczy, że kto podejmuje tę drogę, rozsiewa nadzieję i dzieli się z nami swoim pragnienim byśmy to czynili- byli siewcami nadziei.

Jakie myśli  dla mnie są  ważne:

W trakcie swojego krótkiego przemówienia na zakończenie Drogi Krzyżowej, Franciszek wspomniał również o powołaniu. Nasze powołanie jako człowieka aby służyć Jezusowi ukrzyżowanemu w każdej cierpiącej lub wykluczonej osobie. To podstawa i powołanie nas wszystkich, a dopiero później to jedno powołanie może się specjalizować na bardziej szczegółowe drogi- ale u podstawy jest ono jedno i jest nim właśnie Chrystus dosrzeżony w drugim człowieku i służba mu. Co więcej, jak mówił Franciszek, jest to nie tylko odpowiedź na nasze powołanie ale na nasze poszukiwanie Boga. Ponieważ, w drugim człowieku- tym najbiedniejszym duchowo czy materialnie możemy znaleźć 
i dotknąć Pana.

Dalej ważne było dla mnie pewne sformułowanie którego użył papież: aktywny bohater służby; Pan zaprasza was, abyście stawali się aktywnymi bohaterami służby. Człowiek przecież pragnie pomóc, ale często odwlekam, tłumaczę sobie, że nie wiem jak, czy na pewno to dobre, albo najgorzej gdy sobie mówię: nie było dobrej okazji. A Franciszek mówi: Nie! masz być aktywnym bohaterem służby, czyli tym który pierwszy szuka, który pierwszy wie jak, który naprawdę się na to decyduje, a nie pomoże gdy „będzie okazja”.

Szczególne było dla mnie również zaznaczenie Franciszka, że należy do nas dać odpowiedź na wyzwania tych pytań i myśli. Do nas należy danie tej odpowiedzi. Nie można jej nie dać, cokolwiek zrobimy z tym wszystkim- będzie to jakaś odpowiedź: zaangażowanie lub obojętność... Ale nie da się nie odpowiedzieć na to wyzwanie, gdy się go słyszało. Jeżeli wcześniej była w nas obojętność 
i pozostaniemy przy niej, to nie jest już to ta sama obojętność- to obojętność jako odpowiedź...

***

          Co mi powiedział Franciszek podczas ŚDM

Pamiętam z sobotniej homilii w Brzegach moment, kiedy Franciszek powiedział, że musimy budować mosty, a nie wznosić mury, i że jest most, który możemy zbudować już w tej chwili – to uścisk dłoni. Wszyscy zaczęli więc chwytać się za ręce. Ja ścisnęłam rękę mojej przyjaciółki, która siedziała obok 
i którą już znam bardzo dobrze, ale trochę się obawiałam i wstydziłam tej drugiej dłoni. Nie wiedziałam, do kogo będzie należała, czy ten ktoś będzie chciał chwycić moją, czy w ogóle będzie tam ktoś, komu będę mogła ja podać. Odwróciłam się, wyciągając rękę, i okazało się, że nikt nie może jej złapać, nikt nawet nie patrzy w moją stronę, bo wszyscy, którzy tam siedzieli, już „zbudowali swój most”. Poczułam się zawstydzona, jakby to we mnie było coś, co spowodowało, że ktoś nie chciał mnie przyjąć. Jakby to była moja wina. Zaraz też pojawiła się myśl, że lepiej się wycofywać, uciekać, żeby unikać tego wstydu. I w tym samym momencie Franciszek powiedział: „Zawsze jest ryzyko, 
że nasza wyciągnięta ręka pozostanie pusta. Ale w życiu trzeba ryzykować. Kto nie ryzykuje, nie zwycięża”. Te słowa były skierowane wprost do mnie, idealnie wymierzone w moment. Ukazały mi, 
że tak po prostu jest, że to nie z mojego powodu, że nie muszę się wstydzić i że trzeba otwierać serce na ludzi, nawet jeśli istnieje ryzyko, że mnie odrzucą, będą obojętni albo w ogóle mnie nie zauważą. Myślę, że muszę pokonywać lęk przed otwieraniem się i wstyd odrzucenia i nie upatrywać w sobie głównej przyczyny tego, że nie zostałam przyjęta. Jeszcze ciągle tego nie potrafię. Nie boję się tak bardzo ludzi, których znam dobrze i którzy mnie znają, lecz tych, po których nie wiem, czego się spodziewać. Rezygnuję nawet ze spojrzenia na nich i uśmiechu, bo hamują mnie myśli w rodzaju: 
a co on sobie o mnie pomyśli, a jeśli zawstydzi mnie swoją reakcją, a jeśli nie odpowie?

Ważne są dla mnie też te wewnętrzne przeszkody, jakie musimy pokonać, żeby zobaczyć Jezusa (Franciszek mówił o nich w niedzielnej homilii w Brzegach). Jakiś czas temu były modne gadżety 
z cytatami Franciszka. Jedno ze zdań, które widniało na jakichś torbach czy notatnikach, brzmiało: „Weźże się uśmiechnij”. Denerwowało mnie to, bo wydawało mi się, że Franciszek chce mnie zmusić do fałszywej radości, że mam być radosna, mimo że wcale tak się nie czuję. Myślałam ironicznie coś w rodzaju: tak, jasne, będę się uśmiechała, bo akurat mam powód. A tutaj Franciszek mówi: „Jesteśmy powołani do wiecznej radości z Bogiem”. I później: „Brak akceptowania samych siebie, życie w niezadowoleniu i myślenie w sposób negatywny oznacza brak uznania naszej najprawdziwszej tożsamości”. To znaczy, że jeśli zrozumiem i uznam moją wewnętrzną, duchową tożsamość, którą jest bycie dzieckiem Boga – umiłowanym takim, jakie jest, akceptowanym i bezcennym – to niejako naturalnym skutkiem tego będzie owa radość. Moje postrzeganie siebie jako kogoś niegodnego, ciągle niewystarczającego, kto wciąż coś psuje (tutaj pojawia się również ten paraliżujący wstyd, który powstrzymuje przed zwróceniem się do Boga) i przez to oddala się od Boga naprawdę jest przeszkodą, żeby Go spotykać, otwierać przed nim serce. Jednakże ten wstyd i to niskie poczucie własnej wartości, które mnie blokują, nie są znakiem tego, jak Bóg mnie widzi – są czymś, co rośnie we mnie i co pochodzi ode mnie, a nie od Boga. Muszę o tym pamiętać, żeby przyjmować ciągle właściwą postawę człowieka świadomego swojej godności, szczęśliwego, silnego w Bogu. Ta Boża tożsamość, postura duchowa, jest też darem, talentem, który trzeba odpowiednio wykorzystać 
i pomnożyć.

Ze wszystkich przemówień Franciszka najbardziej wyraźne jest dla mnie przesłanie, że nie możemy „żyć na luzie”, że życie lekkie jest życiem nieznośnym i smutnym, a pewien ciężar – odpowiedzialności, zaangażowania – nadaje mu smak, wartość, piękno. Do takiego życia i przyjęcia postawy czynu wzywa nas Bóg.

Ewa

***

Niedziela 31.07.2016 - Homilia na Mszy św. posłania na Campus Misericordiae

Ważne myśli, jakie Papież wtedy powiedział:

Franciszek opierając się na osobie Zacheusza udowadnia nam dosadnie, że Bóg jest nieustępliwy 
w miłości do nas. Wymazuje nasze myślenie o zasługiwaniu na Jego względy i uświadamia rzecz wręcz przeciwną: że żadne nasze antyzasługi nie ugaszą Jego miłosci ku nam, Jego chęci spotkania, Jego radości na widok naszego wysiłku aby Go poznać, jakiekolwiek nasze życie było i jest.

Mówi o trzech przeszkodach, które często musimy pokonać gdy zmierzamy ku Bogu. Jako pierwszą opisuje fałszywą pokorę, która wmawia nam, że nie dorastamy do spotkania z Bogiem. A przecież Duch Święty sam pragnie w nas mieszkać. Dlatego Franciszek motywuje nas, byśmy zakochali się 
w naszym życiu, w pięknej rozgrywce, w której Bóg kibicuje nam jako najbardziej „niezłomny fan”. 
Im bardziej spadamy tym bardziej nas wspiera, im wyżej się wzbijamy, tym bardziej jest szczęśliwy.

Drugą przeszkodą jest nasz wstyd, lub raczej pragnienie dobrej opinii o sobie samym we własnym sercu, a co za tym idzie niechęć przed byciem głupim w oczach tego świata, przed byciem nieracjonalnym... przed byciem może szalonym przez zakochanie w Bogu. Dlatego zachęca nas do wyjścia naprzeciw tej Miłosci, do póscia za ciekawością Boga i zaangażowaniem się w poszukiwanie Go pomimo wszystko. Franciszek tłumaczy, że nie możemy się wstydzić naszych słabości, naszych pomniejszajcych nas błędów, naszej nierozumności, naszych pragnień wychodzących poza racjonalne oczywiste ramy naszego świata, a w zamian za to szukać Go z entuzjazmem.

Ważne było również nakreślenie trzeciej przeszkody tj, szemrzącego tłumu. Franciszek, tłumaczy, 
że musimy poznawać prawdziwe oblicze Ojca i nie dać się przekonać prądom świata, które by nam wmawiały, że Bóg jest nieczuły i zły wobec złych.  Jako odpowiedź wskazuje nam odwagę, by pełnić przykazanie miłości, tj kochać nieprzyjaciół, bo On pierwszy umiłował nas takimi i wzrokiem wychodzi poza wszelkie nasze wady i grzechy.

Na Koniec Franciszek zaznaczył, że dla Boga cenne jest  byśmy do Niego przychodzili i zwracali się ku Niemu na modlitwie. Kolejny raz podkreślał, że Boża pamięć nie skupia się na rejestrowaniu naszych grzechów, ale na czułym współczuciu ku nam.

Jakie myśli  dla mnie są  ważne:

Ważne były dla mnie już początkowe słowa Franciszka o naszej duchowej tożsamości, niezmiennej posturze dziecka Bożego, którą zawsze posiadamy niezależnie od tego jak mocno się garbimy. Często gdy zawodzę Boga, boli mnie najbardziej, że On to widzi, że to nie tylko mój błąd, ale że dotyka Jego, że On musi na to patrzeć . Ale Franiszek podkreśla, że Jezus chce na nas patrzeć, że żywi wobec nas marzenia 
i chce patrzeć na nas niezależnie od naszej kondycji. Wybacza tyle razy i jednocześnie wciąż może nas zaskoczyć swoim przebaczeniem!

Kolejną cenną myślą było dla mnie proste pojedyczne zdanie, że życie jest czasem aby kochać. Tą prawdę wyrażają wszystkie Ewangelie i nieustannie słyszane słowa. Ale ta prawda ma w sobie coś tak żywego, 
że za każdym razem ją doceniam i sobie podkreślam, przypominam.

Franiszek myślenie o sobie i swojej wygodzie nazwał narkotykiem. To spostrzeżenie jest dla mnie cenne, bo często mnie zastanawia dlaczego wszyscy nazywamy egoizm czymś złym a jednocześnie jesteśmy egoistyczni... Przyzwyczajamy się do wygody i minimalizowania wysiłku, tak, że zaraz rekompensujemy sobie każdy jej brak. Uzależniamy się od niego jako społeczeństwo i zabiegamy... W tym kontekście do pięknej miłosci nie wystarczy myśl, ale jak zauważa Franiszek, potrzeba tego co do walki z niszczącym uzależnieniem: wyrzeczenia i mocnego „nie”. Wówczas właśnie te drobne odstąpienia od tej miłosći są tak bardzo niszczące...

Kolejną ważną myślą, była dla mnie ta, w której Franiszek wraca znów do naszych różnic i potrzeby walki 
o braterstwo. Podkreśla, że musimy uwierzyć, że nasza inność nie jest przeszkodą dla wzajemnego miłosierdzia, oraz, co było dla mnie szczególnie ważne, że potrzeba zachowywania naszych tradycji potrzebuje uwolnić się od egoizmu i resentymentów. Wydaje się czasem, że w naszej Ojczyźnie, właśnie podobne resentymenty stają się argumentem podważającym nieraz prawdziwe miłosierdzie.

„Serce, które niestrudzenie widzi dobro”- jest to poniekąd odpowiedź Franciszka, na nasze narzekanie. Zawsze  będą problemy, które dostrzega rozum, nawet gdy jest obiektywny i upora, się z patrzeniem poprzez własny pryzmat. Ale mamy jeszcze serce. Ważne jest dla mnie określenie, że widzi ono „niestrudzenie”, co oznacza, że to dostrzeganie dobra w innych, sprawia nieraz trud, jest wychodzeniem 
i szukaniem, ale jak podkreśła Franciszek wielu czeka na takie nasze spojrzenie i na radość które ono niesie.

Kasia  S.

***

Co mi powiedział Franciszek podczas ŚDM

Przede wszystkim Papież zaskoczył mnie ogromną znajomością problemów współczesnych ludzi. 
W jego przemówieniach widoczne jest jak ważny jest dla niego kontakt ze zwykłym człowiekiem, wyjście poza mury Watykanu, spotkanie z bliźnim i wysłuchanie go. Na podstawie obserwacji ludzi, których spotyka, wyciąga niezwykle trafne wnioski. Aktualności ze świata są dla niego impulsem do modlitwy, do działania dobra. Jest ona Papieżem otwartym, rozszerza Miłość Boga poza mury kościołów. Chce z nią dotrzeć do każdego potrzebującego, na całym świecie. Mimo różnicy wieku między nim a młodymi ludźmi, staje się ich doskonale rozumieć, nawiązywać dialog, przemawiać do ich serc. Nie czuć między nimi żadnego dystansu. Wyraża się to między innymi w języku, jakim się posługuje, a także jego niezwykłej charyzmie.

Ale jest to tylko jedna z płaszczyzn. Najważniejsze jest to, że, moim zdaniem, tak dokładnie zdiagnozował kondycję współczesnych młodych ludzi. Widoczne to było w tematach, które poruszał: 
w powitaniu na Błoniach mówił o marazmie, który tak często udziela się młodym. O ich zniechęceniu, bierności i pustce. Jak wielu młodych ludzi teraz nie wie po co żyje! Nie widzą sensu w tym co robią, żyją tylko z dnia na dzień, byleby zapomnieć o tym, że mają jedno życie na nauczenie się miłości. Często też popadają w nałogi, żeby uciec od świata, żeby nie widzieć swojej marności. Tracą wolność. A czas płynie nieubłaganie. Niektórym udaje się obudzić z tego otępienia, tak jak Natalii, która dała swoje świadectwo na ŚDM.

Kolejnym problemem, omówionym przez Papieża Franciszka, jest odchodzenie ludzi od Boga 
i szerzący się ateizm. Z Drogą Krzyżową oraz wojną w Syrii w tle Papież mówi o cierpieniu, które dla wielu ludzi jest dowodem na to, że Boga nie ma. Bardzo ważne jest skonfrontowanie się z takim pytaniem, gdyż z jednej strony może to faktycznie prowadzić do odejścia od Boga, z drugiej jednak, może przyczynić się do znacznego pogłębienia miłości do Jedynego. Papież mówi: Bóg jest 
w cierpiących
. W obliczu bólu wcale nie trzeba się rozglądać na wszystkie strony w poszukiwaniu Boga. On jest dokładnie przy nas i w nas. Patrzenie na cierpienie przez pryzmat Boga może uzdrowić nie tylko nasze ale także innych życie. Cierpienie bowiem jest dla nas szansą do wzrostu duchowego, szansą do dawania miłości, szansą do ćwiczenia się w pokorze, szansą do sprawdzianu naszej miłości 
i oczyszczenia jej, szansą do zawierzenia, szansą do dostrzeżenia potrzebującego i możliwości współczucia mu, szansą do pogłębienia modlitwy, szansą na udział w dziele zbawczym Chrystusa 
i wiele, wiele innych. Z pewnością są to doświadczenia trudne, czasem wydawać by się mogło, że są nie do przejścia, jednak Bóg jest w tych momentach najbliżej, cierpi razem z nami.

Tutaj też Franciszek dotyka następnego problemu: egoizmu. Nie trzeba zbyt daleko szukać, by zauważyć, że jest to bolączka naszych czasów. Żyjemy dla siebie samych, na kanapie. Mylimy prawdziwe szczęście z konsumpcją. Tymczasem upodabnianie się do Jezusa to umieranie, które może wyrażać się przez uczynki miłosierdzia. Dawanie za darmo to najpiękniejsze co możemy zrobić, będąc tu na ziemi. To prawdziwa szkoła miłości. Dostrzeżenie w bliźnim Chrystusa może nam bardzo pomóc w okazaniu mu miłości i tak też powinniśmy czynić. Szukać Umiłowanego wszędzie i dawać mu to, 
co w nas najlepsze.

Inną cechą współczesności jest znieczulica społeczna. Mówi się, że jej przyczyn należy szukać 
w globalizacji. Zmniejszenie odległości między ludźmi paradoksalnie zwiększyło dystans między nimi. Mnogość zasypujących nas informacji sprawiła, że jesteśmy zmuszeni je selekcjonować i nasze serce nie jest w stanie zareagować na nie wszystkie tak jak powinno. Widomości o ciągłych wojnach, głodzie, terroryzmie, chorobach i nieszczęściu stały się dla nas chlebem powszednim. Serce „uodporniło się” na nie, przestając kochać. Nałogi i zamknięcie się skutecznie nas odciąga od bólu tego świata. Przez to, oraz przez egoizm, przestajemy dostrzegać również potrzebujących, którzy są blisko nas. Zmienianie świata powinniśmy zaczynać przez zmianę siebie, a następnie pomoc tym, którzy są obok, nie gdzieś daleko. W tym kontekście ważne jest abyśmy też właściwie ukierunkowali naszą chęć niesienia pomocy. Nie może ona się wyrażać poprzez złość, krzyk, przemoc. Trzeba, abyśmy zryw serca poprowadzili w stronę miłości. W otwarciu się na nich, znów, pomogą nam uczynki miłosierdzia.

Kolejną częstą cechą jest nieśmiałość, która sama w sobie nie jest niczym złym, jednak może nas ograniczać w podążaniu za Duchem Świętym. Jest o tym mowa między innymi w homilii na Mszy Świętej posłania na Campus Misericordiae. Niska duchowa postura, o jakiej mówi Papież. Zamknięcie się przed ekranami komputerów i telefonów nie pozwala wielu na przezwyciężenie tej cechy charakteru, a wręcz ją pogłębia. Jeśli to z kolei połączyć z brakiem akceptacji siebie samego bardzo łatwo jest o depresję. „Światowa Organizacja Zdrowia przewiduje, że w ciągu najbliższych 20 lat depresja stanie się najczęstszym problemem zdrowotnym. Depresja jest najczęściej diagnozowana 
u osób w przedziale wiekowym 20-40 lat i dotyka co dziesiątego mężczyznę oraz co piątą kobietę.” Widzimy zatem, że jest to problem globalny, który bardzo często dotyka młodych ludzi. A Bóg tak bardzo cierpi widząc ich chorobę… Zawsze jednak jest przy nas gotów nas podnieść i obdarzyć prawdziwa radością i szczęściem. Czeka na nas, ciągle ufając, że powiemy mu „tak”.

Podsumowując, Papież Franciszek, pragnąc wzrostu młodych ludzi, zwrócił im uwagę na najczęstsze trudności z jakimi mogą się borykać, a więc: marazm, ateizm, egoizm, znieczulica społeczna 
i depresja. Jednak do każdego z tym stanów dopasował odpowiednie, Boże leczenie. Papież skierował każdego potrzebującego do Biblii, która jest najlepszym przewodnikiem po miłości. Jego przemówienia tryskają Bożym optymizmem i nadzieją na dobrą przyszłość. Myślę, że ich przeanalizowanie niejednemu wskazało i wskaże dobrą drogę.

Marcela  

***

Co mi powiedział Franciszek podczas SDM

Jezus jest Panem ryzyka, tego wychodzenia zawsze „poza”. Jezus nie jest Panem komfortu, bezpieczeństwa i wygody. Trzeba mieć odwagę by wybrać jego drogę, zejść z kanapy i założyć buty, które poprowadzą nas do innych horyzontów.

Uważam, że ten punkt jest szczególnie istotny ponieważ widzę jak wielką wartość ma obecnie dążenie do wygody i bezpieczeństwa. Sama lubię dążyć do tego, żeby czuć się bezpiecznie i wszelkie myśli związane z miejscem zamieszkania bardzo mnie frapują. Widzę po niektórych moi znajomych, że ich życie zatrzymało się – idą do pracy, po pracy wracają do domu i do wieczora oglądają seriale na komputerze. Jest to o tyle niebezpieczne ponieważ łatwo jest się przyzwyczaić do takiego stylu życia, a trudno z niego wyjść – trzeba przełamywać to powoli. Zapisać się np. na jeden wolontariat. Wyjść na jedno spotkanie związane z naszymi zainteresowaniami.

Nie chodzi tutaj o to, aby wybierać z premedytacją zawsze niebezpieczeństwo i niewygodę, ale bardziej o to, żeby w naszych wyborach nie zwyciężała wygoda. Abyśmy nie rezygnowali z czegoś na rzecz wygody.

Miłosierni – Ci którzy przebaczają, potrafią dawać, co w nich jest najlepsze (nie to co zbywa).

Bardzo podoba mi się to zdanie, ponieważ w obecnym roku miłosierdzia dużo słyszałam czym ono jest, jak go wypełniać, a to zdanie jest dla mnie prostym sednem. Słyszałam o oddawaniu, o dzieleniu się. Jednak dzielenie się, a dzielenie się tym, co ma się najlepsze jest dużą różnicą. I o ile myślałam o sobie, że dzielenie się jest dla mnie trudne, o tyle dzielenie się tym co mam najlepsze wydaje mi się szkołą życia. Jestem wdzięczna papieżowi za te słowa, ponieważ uświadomiły mi one, nad czym powinnam pracować.

Potrzebna jest postawa służby – całkowity dar z siebie. Jeśli ktoś, kto nazywa siebie chrześcijaninem, nie żyje, aby służyć, służy tylko, aby żyć, nie nadaje się do życia.

Papież podkreślił tutaj wartość służby w życiu chrześcijanina. Zdanie to dopełnia poprzednie punkty. Chrześcijanin to osoba, która nie szuka wygody i bezpieczeństwa, która wybiera aktywności poza swoją sferą komfortu. To osoba, która dzieli się tym, co ma najlepsze oraz zmienia swoje życie w służbę dla innych. Jak w poprzednich punktach, mamy tutaj ogólną ideę, którą trzeba rozwinąć. Służba nie oznacza jedynie poddaństwa, oznacza dar z siebie w postaci zamilknięcia kiedy pycha chce przez nas przemówić, ale równocześnie odważnego sprzeciwu jeśli widzimy, że komuś dzieje się krzywda. Nie powinniśmy kojarzyć postawy służby jedynie z nieśmiałą i zamkniętą osobowością. Służenie innym jest trudne, zwłaszcza w stosunku do osób, za którymi nie przepadamy, ale to właśnie w stosunku do takich osób powinniśmy ukazać naszą postawę daru z siebie.

Paulina  P.

 

 

 
     
     
  macheront    
  nebo  
  hermon  
     
  AKTUALNOŚCI   
  kontakt  
  info praktyczne   
     
  pustelnia  
  historia    
  galeria  
     
  medytacje   
  konferencje   
  kazania  
     
  Jan Paweł II  
  świadectwa   
  polecamy  
   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 
   
www.pustelnia.pl

niepojęta TRÓJCO