HISTORIA

uwolnić WOLNOŚĆ

 

              

 

 
 

 
 

wg księdza Andrzeja 

Historia Potrójnej to po ludzku dzieło przypadku, szczęścia i zbiegu
okoliczności. Po Bożemu to plan, prowadzenie, pisanie Jezusa po
krzywych liniach życia, posługiwanie się ludźmi.
A wszystko zaczęło się, jak zwykle, od marzeń, pragnień, poszukiwań
tego, co najważniejsze...

Jest w człowieku coś takiego, co odzywa się czasem i nie pozwala
spokojne żyć. To Głos z innego świata,
głos Bożej obecności na samym dnie duszy. Słychać Go szczególnie,
gdy dookoła robi się bardzo cicho. Słychać Go jeszcze mocniej w niektórych miejscach...

Do takich miejsc należą GÓRY.

Góry to ślad Bożego piękna. Któż choćby raz nie popadł w zachwyt, na widok zachodzącego słońca,
które w jesienny wieczór kładzie się do snu za pasmem
majestatycznych gór?
Chodząc po szczytach górskich grani człowiek jest bliżej nieba.
Bliżej tego, co znajduje się ponad nim.
W górach oddycha się najczystszym powietrzem, pochodzącym wprost
z tchnienia Bożego.
Gdzież zatem, jak nie w górach, mogła powstać PUSTELNIA?

PUSTELNIA to miejsce Bożej obecności w ciszy i samotności.
Zachwyt nad pięknem i majestatem gór jest ulotny i może pozostać
jedynie jakimś estetycznym  doznaniem.   Także szept
Boga na połoninie trwa tylko przez krótką chwilę...
Chodzi o to, aby uchwycić Go za rękę i nie pozwolić odejść!
Bóg ukazuje się tylko na moment i wzywa: „Chodź!”... I już Go nie widzisz, nie słyszysz, nie czujesz...

 

Pustelnia to przestrzeń, w której Bóg trwa i nie ucieka. O ile tylko człowiek pierwszy nie ucieknie.
Jakże to wielkie szczęście, że pustelnia nie jest przeżytkiem,
lecz jest ciągle potrzebna! Może nawet dziś bardziej, niż kiedykolwiek.
Jak bardzo człowiek początku XXI wieku jej potrzebuje!

My też jej potrzebowaliśmy. Szukaliśmy długo. Naprawdę długo.
O tak, zanim Bóg coś da, zanim spełni marzenia, wystawi je na poważną próbę.

Mijały lata, a w naszych sercach tliła się jeszcze nadzieja.
Nadzieja, która przyprowadziła nas w końcu na Potrójną.
Był piękny czerwcowy dzień 1995 roku... Jakże ważny dla nas dzień!

Podchodzili w dwójkę pod szczyt: on GOPR-owiec, idący z przodu
i ten drugi ksiądz marzyciel, z resztkami nadziei, że się jednak uda.
Za jakimś zakrętem zauważyli pod kapliczką Matki Boskiej
siedzącego starego człowieka. Był nieruchomy, wykrzywiony surowym,
górskim życiem.
Odpoczywał i modlił się.

„Pochwalony!”
„Pochwalony! A co wy, panocki, tutaj sukacie?
Starszy człowiek długo badał przybyszów. Wypytywał, obserwował.
A oni nie wiedzieli, że właśnie od niego zależy WSZYSTKO...

„No to jo wom sprzedom.”

Są takie zdania, które pamięta się do końca życia.
To proste zdanie również do nich należy.
Zdanie, które miało zmienić życie wielu ludzi...


Bóg nie wzbudzałby pragnień, których by nie mógł zrealizować”
pisała kiedyś Teresa od Dzieciątka Jezus w swoich „Rękopisach”. 
Tak. Bóg spełnia wszystkie pragnienia człowieka! I to w jaki sposób!
W nadmiarze!

Właśnie w to popołudnie Bóg zniżył się do nich. Nachylił się, by spełnić ich marzenia,
uznając, że owoc dojrzał już do zerwania. Był 8 czerwca 1995 roku...

Zakup polany był dalszym ciągiem Jego cudownie opatrznościowego działania.
Później pozwolenie na budowę, choć dookoła był teren rezerwatu i strefa ochronna...
Tylko na tej jednej polanie stał kiedyś dom, po którym pozostały ślady kamiennych fundamentów.
No i ślad w mapach geodezyjnych, który mówił, że ten mały skrawek ziemi jest ciągle
terenem budowlanym, gdzie w ramach elektryfikacji wsi doprowadzono kiedyś prąd.
Do tego jednego, samotnego miejsca... 

Boże, przerastasz nasze oczekiwania! Ty zawsze dajesz więcej niż oczekujemy.
Ty spełniasz tylko WIELKIE PRAGNIENIA, małe do Ciebie nie przystają!

Pierwsza Msza święta na polanie odprawiona została 21 października
1995 roku. Pod gołym niebem, które chmurzyło się co chwila i groziło pierwszym śniegowym atakiem.
Ołtarz był prosty, zbity ze zwykłych desek, a obok stał nieduży, brzozowy krzyż.
Wokół niego zebrało się około 30 osób, które przyszły tu by modlić się i oddać to miejsce Bogu.
By prosić, aby kiedyś mogła tu powstać pustelnia, o której tak marzyli...

Ołtarz i krzyż pozostały tam do dziś. Postarzały się, pochyliły...
Lecz ciągle są milczącym świadkiem tego pierwszego zstąpienia Jezusa na polanę.

Pierwsza szopa powstała w 1996 roku. Cztery metry na sześć, zbita z desek, a na górze trochę miejsca do spania.
Kilka gąbek ze zlikwidowanej kolonii, piecyk gazowy, podarowany przez sąsiada, stół zrobiony
z desek i kilka miednic do mycia. Idealne warunki do pierwszych rekolekcji akademickich. 

Czym są rekolekcje na tej polanie?
To poszukiwanie Boga w ciszy i w modlitwie.
To połączenie modlitwy i pracy. Ora et labora mówili kiedyś mądrzy mnisi
„Módl się i pracuj”.

Rekolekcje nie mogą być tylko czasem intensywnych konferencji, nabożeństw, czuwań.
Muszą łączyć życie codzienne, ziemskie z tym niewidzialnym, boskim, które rozgrywa się RÓWNOCZEŚNIE. Człowiek nie może być podzielony. 
Albo żyje z Bogiem zawsze, albo nigdy. 
Dlatego na polanie codziennie była praca. Kopanie dołu pod latrynę, zbijanie ławek, gotowanie obiadu,
noszenie wody. A w tym wszystkim nieustannie obecny był Bóg.
Życie w obecności Bożej.
W modlitwie. W pracy. W Eucharystii. We wspólnej radości. W odpoczynku...

Konferencje miały jeden zasadniczy temat: JAK BYĆ Z BOGIEM W CISZY PRZEZ PÓŁ GODZINY.
Wprowadzały do modlitwy w ciszy. Bo w modlitwie najważniejszy jest Bóg!
On chce działać w człowieku.   

Kiedy to nie my, lecz Bóg prowadzi modlitwę, nasze życie staje się naprawdę ciekawe.
On jest nieobliczalny! Nareszcie uwalniamy się od siebie, swoich planów i ograniczonych
projektów urządzenia własnego życia.

Modlitwa to trwanie w obecności Boga:
„Oto jestem, przecież mnie wzywałeś” mówił kiedyś młody Samuel.
To najlepsza postawa w modlitwie. Nic więcej nie trzeba.
Dlatego na Potrójnej jest zawsze modlitwa w ciszy. 
Pół godziny dziennie.
To serce tej pustelni i racja jej istnienia.
Bez niej to miejsce nie ma sensu.

W następnym roku przyjechało już dwa razy więcej uczestników.
Okazało się, że „szopa na narzędzia”
(jak oficjalnie nazwano pustelnię świętego Franciszka) nie mieściła
już młodych ludzi. Trzeba było myśleć o prawdziwym domu.
Był rok 1997. Stulecie śmierci Teresy z Lisieux.
Rok jej doktoratu. I rok jej przybycia na Potrójną.
Przy pomocy różnych ludzi zabrała się za budowę pustelni z prawdziwego zdarzenia,
w którym każdy „pustelnik” miałby swój maleńki pokoik-celę. 
Najpierw powstały fundamenty. A wiosną 1998 roku prace ruszyły pełna parą:
mury, strop, więźba, dach. W listopadzie zakończono stan surowy.

Wtedy także pojawili się inni ludzie. Dorośli, również szukający
samotnego miejsca, by być z Bogiem sam na sam.
Od 1998 roku zaczęli organizować rekolekcje wspólnie. Prowadzili je razem,
zapraszając co roku młodych ludzi na osiem dni wrześniowej pustyni. 
Niektórzy przyjeżdżali na polanę jak do chatki studenckiej, czy na rajd górski. 
Aż w końcu zarażali się śmiertelnie. Chorobą wysokogórską, nieuleczalną, zakaźną,
potrójnie zabijającą.
Nie mogli już żyć bez tej polany. Bez pustelni. Bez pustyni w mieście i we własnym sercu.

Tak, to dziwne, ale kto raz tu przyjedzie, może pożegnać ze spokojnym i bezstresowym życiem.
Taki już nigdy nie zazna „świętego spokoju”. Tu, w tym miejscu Bóg rani nieuleczalnie...
Rani strzałą miłości i szaleństwa.

Oprócz rekolekcji wrześniowych zaczęły się także wyjazdy weekendowe dla młodych.
Zwykle począwszy od pierwszego długiego weekendu majowego, kiedy to rozpoczynał się
nowy sezon pustelniczy. 

W 2001 roku do łask wróciła szopa świętego Franciszka, uzyskując
porządne ocieplenie ścian, całkowicie nowy wystrój wnętrza,
mini-kuchnię, miejsce do mycia, a nawet kominek. 
Równocześnie rósł dom Teresy. Dziś jest już w nim duża kuchnia,
wspólna sala z kominkiem, piec chlebowy... Może w nim przebywać 10 osób, każdy swoim pokoju.
W ciszy. Sam na sam z Bogiem.

W końcu przyszedł czas na weekendy duchowe dla dorosłych.
Po raz pierwszy przybyli do pustelni w dniach 22-23 listopada 2003 roku, w liczbie kilkunastu osób.
Od razu zostali wrzuceni w ciszę. W modlitwę. W pracę w lesie. W nocne przebywanie z Jezusem w Eucharystii.
Dla wielu był to prawdziwy szok: Bóg może być tak blisko człowieka! 
Te dwa dni bardzo ich zmieniły.
Wracali z góry, do domów, do siebie jacyś inni... Napełnienie obecnością Boga...
„Wrócimy tu na pewno!” mówili odchodząc...

Potrójna to miejsce wzrostu ziarnka gorczycznego. Tego najmniejszego,
które wsiane w ziemię wyrasta we wspaniałe drzewo.
Bóg, posługując się Franciszkiem i Teresą zmienia wnętrze każdego, który tu przybywa.
Powoduje, że jego duchowy wzrost nabiera nagłego przyspieszenia. Człowiek tutaj
wszystko widzi inaczej.

Najważniejsze, że Potrójna po prostu JEST, że jest górą spotkania Boga z człowiekiem
w ciszy, w kontemplacji, w pięknie stworzenia... 

Historia Potrójnej dopiero się zaczyna!

 

ZOBACZ CIEKAWE ZDJĘCIA Z POCZĄTKÓW PUSTELNI

  macheront  
  nebo  
  hermon  
     
  AKTUALNOŚCI  
  kontakt  
  info praktyczne  
     
  pustelnia  
  historia  
  galeria  
     
  medytacje  
  konferencje  
  kazania  
     
  Jan Paweł II  
  świadectwa  
  polecamy  
     
     
     
     
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
www.pustelnia.pl

niepojęta TRÓJCO